37 lat pozostaje symbolem mediów na Litwie, łączył i nadal łączy polskie, litewskie i rosyjskie media. W 1991 roku, gdy kraj dążył do niepodległości został zaatakowany i przejęty przez sowieckich żołnierzy. Dom Prasy w Wilnie jest świadkiem najnowszej historii litewskiej stolicy, łączy ludzi i czasy współczesne i te, gdy Litwa była jeszcze sowiecką. O tym, jak się zmienili Polacy, polskie media i… Dom Prasy rozmawiamy ze Zbigniewem Balcewiczem, redaktorem naczelnym „Czerwonego Sztandaru” i następnie „Kuriera Wileńskiego”, oraz Renatą Widtmann, redaktorem radia „Znad Wilii”, znaną polską dziennikarką na Litwie.

Kiedy pan został redaktorem naczelnym „Czerwonego Sztandaru”?

Trochę czasu już minęło (uśmiecha się). Było to w 1988 roku, zaproponowano mi wówczas stanowisko redaktora naczelnego tej gazety. Miałem jednak tremę, ponieważ nie byłem zawodowym dziennikarzem, mimo że po drodze do tego stanowiska zaliczyłem współpracę jako dziennikarz-amator i z „Czerwonym Sztandarem” i z innymi litewsko i rosyjskojęzycznymi gazetami. Kiedyś w swoim czasie nawet marzyłem o studiach dziennikarskich, ale tak się złożyło, że padło jednak na prawo, zostałem prawnikiem, jednak los wiedział swoje i pokierował tak, że stałem się częścią mediów.

Jak wyglądała praca w mediach ponad 30 lat temu?

Przede wszystkim, należy mieć świadomość, że ówczesny „Czerwony Sztandar”, zresztą tak jak wszystkie gazety, które ukazywały się w Związku Sowieckim był jednym z „organów” partii. Znałem wielu ludzi z zespołu, więc gdy pojawiłem się w redakcji nie byłem tam aż tak zupełnie obcy, ale jak już mówiłem stres i niepewność towarzyszyły mi na początkowym etapie pracy w redakcji.

Kim byli ludzie, którzy tworzyli gazetę dla Polaków?

Zespół redakcyjny był duży, pracowało w niej kilka pokoleń: i młodzież, i „starsza gwardia”, tzn. ci, którzy tworzyli gazetę od początku lat 50-ych. Udało mi się jednak zjednać większość zespołu, z młodzieżą poszło łatwiej, starsi przyglądali się „kto to taki, co on będzie tu robił”. Powiem, że jednak nie starałem się nigdy być autorytarnym, tym bardziej, że w pracy dziennikarskiej ludzie muszą mieć wolną rękę i warunki do twórczości. Nie byli to wyłącznie Polacy, pracowało też sporo Rosjan. Dziennikarze Polacy… to była zdolna młodzież, przeważnie po studiach na polonistyce na Uniwersytecie Pedagogicznym.    

Rozmawialiśmy o gazecie, a co się działo w społeczeństwie na przełomie lat 80 i 90-ych?

Społeczeństwo wrzało. Spontaniczny ruch odrodzenia i dążenia ku niepodległości nabierał rozpędu. W 1988 roku powstał „Sajūdis”, powstało też Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Polaków na Litwie. Większość członków zarządu Stowarzyszenia byli dziennikarzami „Czerwonego Sztandaru”.

Pan był jednym z tych trzech Polaków, posłów na Sejm Litwy, którzy oddali swój głos za Aktem Przywrócenia Państwa Litewskiego.

Sześciu deputowanych wstrzymało się. Tłumaczyli się tym, że nie zostali upoważnieni do podjęcia takiej decyzji przez swoich wyborców. Ja głosowałem – za.

Pan swój głos oddał za sercem czy rozumem?

Nie wyobrażałem sobie, żeby zagłosować inaczej… Zresztą podczas rozmowy z Michaiłem Gorbaczowem, kiedy przyjechał do Wilna, próbując powstrzymać ogłoszenie przez Litwę niepodległości powiedziałem „Michaiłu Siergiejewiczu, wy kiedyś mieliście możliwość zatroszczyć się o Polaków, mówicie teraz, że są problemy narodowościowe, ale teraz my będziemy sami decydować, z Litwą tu na miejscu, a wy możecie zatroszczyć się i zrobić coś dla reszty Polaków, którzy mieszkają w Związku Radzieckim”.

Proponowałbym, abyśmy wrócili do czasów współczesnych: media dzisiejsze mocno się różnią od tych, które pan i pana zespół tworzył?

Zmieniła się nie tylko forma, ale i treść. Dziś ludzie nie mają czasu, są zabiegani i śpieszą. W naszych czasach, bardziej są czytane tytuły i nagłówki, a resztą interesuje się już niewielu czytelników. Zresztą, coraz częściej odnotowuję fakt, że brak analitycznych materiałów. Widać, że media gonią za sensacjami i kryminałami.

A, polskie społeczeństwo na Litwie – jest inne niż te w końcu lat 80-ych?

Teraz więcej entuzjazmu, nadziei, że wszystko można zrobić, wtedy więcej żądaliśmy od władzy: „że ma ona zrobić to i tamto”.

Jesteśmy przy Domu Prasy, czym on był dla pana wówczas, gdy codziennie przez kilka lat, przekraczał pan jego progi, jako redaktor naczelny dużej, opiniotwórczej gazety?

Pamiętam Dom Prasy jako piękny nowy budynek, dobrze wyposażony i przystosowany do pracy w czasie, gdy byłem redaktorem – cenzury już nie było, staraliśmy się mówić otwarcie. Swoją siedzibę miały tu redakcje wszystkich gazet i litewskich, i polskich, i rosyjskich. Teraz oczywiście że wszystko się zmieniło.

***

Renata Widtmann, znana polska dziennikarka z Litwy, swoją karierę rozpoczęła w polskiej redakcji litewskiego radia publicznego, następnie kontynuowała w radiu „Znad Wilii”. Dziennikarką, jak mówi sama, została trochę przez przypadek.

Jak rozpoczęła się pani przygoda z dziennikarstwem?

Czysty przypadek, chociaż mówi się, że w życiu przypadków nie bywa… Miałam bardzo dobrą przyjaciółkę, z którą siedziałyśmy w jednej ławce, od pierwszych klas szkoły i postanowiłyśmy, że chcemy iść razem na studia, żeby życie nas tak nie rozłączyło. Wówczas już była możliwość studiowania dziennikarstwa na Uniwersytecie Wileńskim w języku polskim, były takie miejsca dla przyszłych dziennikarzy polskojęzycznych mediów, wtedy to był „Czerwony Sztandar”, później „Kurier Wileński”. No i więc postanowiłyśmy, że będziemy wspólnie tam startować, żeby dostać się na dziennikarstwo, właśnie dlatego, aby być dalej razem. Tak się złożyło, że koleżanka na te studia się nie dostała, ja się dostałam. I tak studiowałam dziennikarstwo, ukończyłam studia. Dostałam pracę, początkowo w audycji w języku polskim radia litewskiego, a później powstało Radio „Znad Wilii” i tak też wylądowałam w Radiu „Znad Wilii”.

Pani redaktor pamięta to uczucie, kiedy po raz pierwszy wpadła do redakcji „Znad Wilii”?

Tak, chociaż zanim zaczęłam tu pracować, często wpadałam tu z wizytą, miałam tu dużo przyjaciół. Dobrze też pamiętam swój pierwszy wywiad, który robiłam pracując w polskiej redakcji litewskiego radia z profesorem Janem Ciechanowiczem. Jechałam do niego na wywiad i pamiętam, że na pamięć uczyłam się wszystkich pytań. Bardzo stresowałam się tym wywiadem, ale udał mi się! Był pierwszy i był dobry! Dotychczas zresztą przeżywam podobne emocje i stres podczas wywiadu.

Polskie media na Litwie, jakie one wówczas były?

Było skromnie. Były audycje w języku polskim w radiu litewskim, programy w języku polskim w litewskiej telewizji publicznej, był „Czerwony Sztandar”, później „Kurier Wileński”. Wraz z uzyskaniem przez Litwę niepodległości pojawiły się inne polskie media: miesięczniki, tygodniki, no i Radio „Znad Wilii”.


A polskie społeczeństwo na Litwie w tamtym okresie?

Polacy zawsze starali się pielęgnować swoją kulturę, swój język, kościół miał duże znaczenie w podtrzymywaniu polskiej tożsamości. Teraz natomiast jest więcej możliwości. Internet wywrócił wszystko do góry nogami i to nie tylko z punktu widzenia mediów, ale też i komunikowanie się między ludźmi. Teraz, gdy prawie każdy może czuć się redaktorem czy dziennikarzem i może wkładać informację, przy czym nie zawsze ma czas, żeby ją weryfikować. To też podważyło znaczenie i jakość zawodu dziennikarzy, bo wszyscy raptem się wyrównali i teraz jest tylko gonitwa i kwestia czasu, żeby jak najszybciej coś zamieścić, niekoniecznie najlepszej jakości i też jest więcej sensacyjnych tytułów, za którymi niekoniecznie kryje się sensacyjna treść.

Jakich treści szukają dziś Polacy z Litwy w mediach?


Sprawy oświaty, polityczne, gospodarcze, socjalne – zawsze pozostają aktualne. 

Jesteśmy w redakcji Radia „Znad Wilii”, w Domu Prasy w Wilnie. Pani redaktor, jak się zmienił Dom Prasy, jakim pani go zapamiętała jako młoda dziennikarka i jakim go widzi teraz?

Zmiany są zasadnicze, kiedyś tu znajdowały się redakcje najróżniejszych mediów: dzienników, gazet, tu była siedziba „Czerwonego Sztandaru”, następnie „Kuriera Wileńskiego” i wielu, wielu innych. Pamiętam, że na obecnym piętrze, gdzie się znajduje Radio „Znad Wilii”, były też inne prywatne rozgłośnie, takiej jak „M-1” i „Radiocentras”, każdy miał swoje pomieszczenia i studio emisyjne. Spotykaliśmy się wszyscy razem z kolegami z innych redakcji w korytarzu, było fajnie. Czasami też robiliśmy sobie psikusy. Redaktorzy uzgadniali, że w ten sam dzień o tej samej godzinie w eterze będzie leciała ta sama piosenka. I tak też było: ta sama piosenka i w Radiu „Znad Wilii”, i w „M-1”, i w „Radiocentras”. Słuchacz, który szukał stacji, mógł się mocno zdziwić.


Projekt został zrealizowany dzięki wsparciu ambasady Niemiec w Wilnie.

One Reply to “To samo miejsce… Dom Prasy w Wilnie – historia po odzyskaniu przez Litwę niepodległości”

  1. Masa błędów:
    te same miejsce – poprawnie: to sami miejsce
    Jesteśmy przy Domie Prasy- przy Domu Prasy
    dla reszty Polaków, która mieszka w Związku Radzieckim – którzy mieszkają itp.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *