Rosja: to nie triumf, to upadek imperium

Co zrobiłby Kreml w przypadku, gdyby Warszawa oficjalnie oskarżyła Rosję o katastrofę samolotu prezydenta Lecha Kaczyńskiego, czy Polska powinna bać się Rosji, czy Putin zdecyduje się na przedterminowe wybory oraz jak długo maszyna propagandy, którą uruchomiła Moskwa, da radę kontrolować Rosjan – w wywiadzie dla Webnalist.com odpowiada Walerij Sołowiej, rosyjski politolog, historyk i kierownik katedry ds. public relations na jednym z elitarnych moskiewskich uniwersytetów.

Witold Janczys: Współczesne rosyjskie media są potężnym narzędziem propagandowym, z którego korzysta Moskwa by narzucić swoją wizję reszcie świata. Czy mamy powtórkę z czasów ZSRR, gdy Związek Radziecki toczył wojnę informacyjną z Zachodem?

Walerij Sołowiej: Dzisiejsze rosyjskie media, w porównaniu z tymi z czasów Związku Radzieckiego, są wyjątkowo efektywne i skuteczne. Sowiecka propaganda była prostacka – ponieważ społeczeństwo było zamknięte, nie było żadnych innych źródeł informacji, więc działała w warunkach braku konkurencji. Współczesna rosyjska propaganda wykorzystuje najlepsze zachodnie oraz własne osiągnięcia w tej dziedzinie. Dziś propagandyści są zmuszeni do pracy w warunkach łatwo dostępnej informacji i otwartego przepływu informacji. Internet, portale społecznościowe, telewizja satelitarna stwarzają poważną konkurencję kremlowskiej propagandzie wewnątrz kraju, więc propagandyści Moskwy muszą sięgać po coraz bardziej wyrafinowane i subtelne metody manipulacji społeczeństwem.

Jednak nawet wyrafinowane metody mogą zawieść…

Tak. Efektywność propagandy z biegiem czasu jest coraz mniejsza. Każdy „strzał” w wojnie informacyjnej albo kampanii propagandowej musi być poparty faktami. W ciągu ostatnich dwóch lat w Rosji propaganda tworzy alternatywną wizję rzeczywistości. Rosjanie zamiast zastanawiać się nad rzeczywistymi problemami gospodarki i polityki karmią się papką informacyjną. Rosyjskie media z dużym sukcesem kreowały potrzebną Kremlowi rzeczywistość, ale na przełomie 2015/2016 roku coś pękło. Ludzie znudzili się tym, co im serwuje telewizja. W tamtym okresie w telewizji tradycyjnie demonstrowano, jak źle jest na Ukrainie, co się dzieje w Syrii lub jakie są sukcesy polityki zagranicznej Rosji. Badania opinii publicznej wykazały, że ludzie najzwyczajniej przestali się tym interesować. Propaganda straciła na efektywności i wiarygodności. Zastępcze tematy, jak np. niedawne wybory do Dumy, nie wzbudzają większego zainteresowania na dłużej. Jednak ludzie ciągle jeszcze oglądają telewizję i żyją w innej niż pan i ja rzeczywistości. Niestety, ponieważ stanowią większość, ich wizja dominuje nad naszą… Możemy z panem wcale nie oglądać telewizji, nie słuchać propagandy, ale i tak będziemy mieszkać w tej rzeczywistości, którą większość społeczeństwa uznaje za prawdziwą.

Mimo tego, co Pan mówi, władza medialna kremlowskich propagandystów wydaje się niezachwiana.

Elity zbudowały za pomocą propagandy wirtualny świat i same zadadzą mu druzgocący cios. Władimir Putin, prezydent Rosji, podpisał dekret o wstrzymaniu umowy z USA w sprawie utylizacji plutonu, uzasadniając to posunięcie nieprzyjaznymi działaniami Waszyngtonu wobec Federacji Rosyjskiej. W swoim oświadczeniu Putin domagał się również od Stanów rekompensaty za sankcje. Tymczasem przez dwa ostatnie lata rosyjska propaganda uparcie twierdziła, że amerykańskie sankcje nie tylko są nieszkodliwe dla rosyjskiej gospodarki, ale wręcz pożyteczne. Skoro są pożyteczne, to po co domagać się, aby je zdjęto?

Jak długo Kreml będzie manipulować Rosjanami?

Ludzie są coraz bardzie poirytowani, telewizja unika mówienia o ich codziennych problemach. Wcześniej czy później dojdzie do społeczno-informacyjnego wybuchu, być może nawet w 2017 roku. Chciałbym podkreślić, że oczywiście nie oznacza to, że natychmiast zmieni się zachowanie społeczeństwa. Zmieni się świadomość, to, w jaki sposób ludzie pojmują rzeczywisty świat.

Czyli?

Ludzie staną się nielojalni wobec władzy i nie będą respektować jej decyzji. Władza straci zaufanie ludzi.

Czy ludzie odwracają się od Putina i propagandy dlatego, że znudziła się im telewizja, czy z powodu pogarszającej się sytuacji gospodarczej?

Żadne ograniczenia  polityczne ani kurczące się swobody demokratyczne nie mają na to wpływu. To są rzeczy ważne tylko dla klasy średniej, skoncentrowanej głównie w dużych miastach. Zwykłych ludzi zaczyna wkurzać systematycznie pogarszająca się sytuacja materialna. Moim zdaniem do większych protestów może dojść w głębi Rosji i ich powodem będą właśnie problemy gospodarcze. Zapewniam jednak, że te protesty nie będą skierowane przeciwko Putinowi. Ich uczestnicy będą domagali się np. zmiany gubernatora, poprawy sytuacji materialnej, wypłaty zaległego wynagrodzenia za pracę, ale nie ustąpienia Putina. Stara maksyma: „car jest dobry, lokalny czynownik jest zły”. Do protestów politycznych może dojść natomiast w dużych miastach, np. w Moskwie, Petersburgu.

Mówi Pan o zmianach w 2017 roku. Na myśl przychodzi analogia z 1917 rokiem…

Moim zdaniem raczej z początkiem 90-ych lat ubiegłego stulecia. Chociaż występują również podobieństwa i do 1917 roku. Rosja powtarza etapy swojego rozwoju. Jakie? Zryw patriotyczny, potem znudzenie patriotyzmem, obawa przed patriotyzmem i na końcu nienawiść do państwa. Ludzie jeszcze mówią o patriotyzmie tylko dlatego, że to jest modne. Gdy są u siebie w domu, to tak samo jak za czasów Związku Radzieckiego mówią zupełnie inaczej. Osobiście mam poczucie powtórki z historii, z czasów upadku ZSRR.

Wybory do Dumy we wrześniu 2016 r. też były przedstawieniem teatralnym?

Mam wrażenie, że scenarzysta pisał i korygował na bieżąco scenariusz wyborów do Dumy. Władze nie miały pewności, czy wyniki prorządowej partii Jedinaja Rossija będą aż tak druzgocąco zwycięskie. Dostrzegam jednak o wiele groźniejszy aspekt wyborów niż manipulacje partii rządzącej.

Jaki?

Obojętność ludzi wobec wyborów, szczególnie dająca się zauważyć w dużych metropoliach – Moskwie, Petersburgu, Nowosybirsku. Na krótszą metę władze mogą być zadowolone, na dłuższą – taka obojętność może okazać się niebezpieczna. Nikt nie wie, jak ci ludzie, mieszkańcy dużych miast, będą reagować w przyszłości. Dziś pozostają bierni, a jutro jakiś impuls może zmusić ich do wyjątkowej aktywności, mało przychylnej wobec władz. Ponad 80 proc. mieszkańców Rosji jest pasywnych, nie chce uczestniczyć w żadnych akcjach protestu, ale pozostałe 10-15 proc. ludności to drzemiący wulkan. Te 10-15 proc. przeważnie koncentruje się w dużych miastach i często należy do klasy średniej.

W Rosji mamy mocno zdeformowane i agresywne społeczeństwo. Na razie ludzie dają upust agresji w pijaństwie, drobnym chuligaństwie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby agresja skoncentrowała się niczym promień lasera i wystrzeliła. Bardzo dobrze wiadomo, że na rewolucje i wstrząsy społeczne nie da się zawczasu przygotować; uderzają niczym piorun z jasnego nieba.

Deputowani poprzedniej Dumy przyjęli kilka ustaw mocno ograniczających wolność obywateli i swobodny przepływ informacji.

Uważam, że doczekamy się jeszcze większej liczby podobnych projektów. Rząd obawia się tego, czego nie potrafi przewidzieć, i próbuje się zabezpieczyć tak dobrze jak tylko się da. Jednak „generałowie zawsze się szykują do tej wojny, która już była”, więc zagrożenie będzie pochodzić z innego źródła. Restrykcje na pewno będą dotyczyły wszystkich bez wyjątku form działalności społecznej i aktywności w mediach społecznościowych.

Elity szykują się do tego, że mogą stracić władzę?

Jestem przekonany, że Rosję czeka mocny wstrząs, który doprowadzi do poważnych zmian w strukturze rządzącej elity. Odnowiona klasa rządząca będzie o wiele bardziej efektywna i skuteczna niż obecna.

Wielu zachodnich polityków i ekspertów przekonuje, że Władimir Putin jest człowiekiem, który reprezentuje interesy elity rządzącej Rosją.

Mimo że Putin, jak już powiedziałem, odpowiada elitom, dziś wszystkich jej przedstawicieli – tak jak to miało miejsce przed rokiem 2014 – już nie reprezentuje. Dlaczego? Dochód narodowy kraju się kurczy, walka o jego podział staje się coraz ostrzejsza, a stosunki ze światem Zachodu są fatalne. Rosyjska elita jest nakierowana na Zachód: lokuje kapitały w zachodnich krajach, jej dzieci uczą się i studiują na prestiżowych zachodnich uczelniach… Sankcje wywołały dużą konsternację wśród elity biznesmenów i wojskowych. Lojalność zachwiała się. Może nie jest to jeszcze widoczne z zewnątrz, ale to widać, słychać i czuć tu u nas w Rosji.

Kim są te dzisiejsze elity?

Elita współczesnej Rosji składa się z kilku frakcji. Po pierwsze są to „siłowiki”, ludzie, którzy wywodzą się z KGB i są bliskimi znajomymi Putina, np. Siergiej Czemiezow, były dyrektor generalny koncernu Rosoboronexport, dziś szef Rostech – spółki, która zajmuje się między innymi produkcją uzbrojenia, czy Nikołaj Patruszew, sekretarz Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. Tych ludzi często nawet nazywa się nie „siłowikami”, a „czekistami”. To najbliższa władzy frakcja elity, która ma największy wpływ na rządzenie Rosją. Kolejna frakcja skupia tzw. biznesmenów z Petersburga, czyli ludzi, którzy znają Putina jeszcze z jego czasów studenckich. Do tej frakcji należą np. bracia Rotenbergowie (wspólnie trenowali z Putinem dżudo), którzy po tym, jak Putin został prezydentem, szybko znaleźli miejsce wśród najbardziej bogatych i wpływowych ludzi Rosji. Również bracia Kowalczucy, byli sąsiedzi Putina z Petersburga. Oczywiście należy również wymienić szefa Rosniefti, Igora Sieczina, który ma duży wpływ na prezydenta. Uważa się, że w ten czy inny sposób wpływ na Putina wywiera około 10-12 osób, tzn. prezydent gotów jest wysłuchać ich zdania. Znają się z Putinem od dawna, uważają, że nie są jego podwładnymi, ale są przekonani, że są jego towarzyszami.

Kilka miesięcy temu pojawiła się nowa frakcja, która składa się z osób zawdzięczających Putinowi swoją karierę. Najbardziej znanym przedstawicielem tej frakcji jest Anton Wajno, nowy szef prezydenckiej administracji; do tej frakcji należą też niektórzy z zastępców ministrów albo ludzie z prywatnej ochrony Putina.

Czyli władza w Rosji należy do – góra – setki osób?

Rosją rządzi tak naprawdę pięćdziesięcioosobowa grupa.

A wielki biznes? Armia?

Wielki biznes boi się Putina, dobrze wie – jak mówią czekiści – że „prycza Chodorkowskiego jest jeszcze ciepła”. Zresztą wszyscy ci ludzie są śledzeni przez służby specjalne, które uważnie patrzą im na ręce, tak aby trzymali się z dala od polityki. Spisek? Nie ma mowy! Myśl o spisku przedstawicieli elity biznesu i armii przeraża. Tym bardziej że Putin jako były funkcjonariusz KGB zawodowo podejrzewa wszystkich o wszystko. Do jakichś ruchów ze strony elit biznesu i armii mogłoby dojść tylko wówczas, gdyby w kraju zaczęły się niepokoje społeczne na dużą skalę.

Czy do zmiany może dojść w wyniku wyborów prezydenta Rosyjskiej Federacji w 2018 roku?

Tak. Jednak nie da się wykluczyć, że proces zmian będzie zainicjowany wcześniej, już w bieżącym roku. Katalizatorem zmian w warunkach zwiększającego się chaosu i dezorganizacji w społeczeństwie może być na przykład decyzja o przeprowadzeniu przedterminowych wyborów prezydenckich.

Putin może zaryzykować i ogłosić przedterminowe wybory?

Czemu nie? Jeżeli władze się spodziewają, że gospodarcza sytuacja kraju dalej będzie się pogarszać, rozsądnym pomysłem wydają się przedterminowe wybory prezydenckie w 2017 roku. Przecież w następnym może być gorzej, ludzie będą rozczarowani i sfrustrowani. Tak mogą myśleć na Kremlu, jednak, jak już wspomniałem, próbując zachować status quo, władze mogą nadać impuls fali zmian.

Czy aneksja Krymu podkopała lojalność wobec Putina?

Jeszcze na początku 2013 roku, gdy władzom nareszcie udało się spacyfikować resztki opozycji, mogło się wydawać, że historia w Rosji zamarzła. Podobnie jak w początkowym okresie panowania cara Mikołaja I – stabilność i spokój. Przez ostatnie dziesięciolecie Putin rządził jak car i dążył do zachowania stabilności i spokoju. Godząc się na aneksję Krymu, Putin dał impuls zupełnie nowej dynamice, wyprowadził system z równowagi.

Ten impuls stopniowo rozpowszechnił się na cały system polityczny, społeczny i gospodarczy Rosji. W historii jest wiele przykładów na to, że klasa rządząca, aby jeszcze bardziej wzmocnić swoje panowanie, szukała łatwych politycznych zwycięstw poza granicami kraju. Efekty zazwyczaj były zupełnie inne, niż się tego spodziewano na początku.

Na Kremlu pewnie również o tym dobrze wiedzą.

To jest specyfika rosyjskiej władzy – ostateczna decyzja zawsze należy do Władimira Putina. Może słuchać, co mu doradzają, może nie słuchać, czasami nawet może zignorować prośby i rady, i zrobić tak jak mu się wydaje, że będzie najlepiej. Dla większości elity Rosji decyzja o aneksji Krymu była niczym piorun z jasnego nieba. Po prostu szok!

W wielu krajach Ameryki Łacińskiej kończy się to zazwyczaj tym, że to prezydent odchodzi.

U nas nie. Nasze elity wolą unikać podobnych myśli.

Krym – co ten półwysep znaczy dla Rosjan?

Jeden ze współczesnych rosyjskich pisarzy powiedział: Wiemy, że aneksja Krymu jest bezprawna, ale jesteśmy przekonani, że sprawiedliwa.

Aneksja Krymu, wojna w Donbasie, propaganda – stały się czynnikami, które obudziły w Rosjanach ducha nacjonalizmu. Jak to teraz wygląda?

Władza zmiażdżyła nie tylko liberalną opozycję, ale również i nacjonalistów. W naszym kraju władza nie znosi konkurencji, chce sama sterować patriotyzmem. Nacjonaliści w oczach rosyjskiej władzy są nie tylko konkurencją w walce o umysły, ale wręcz uznaje się ich za niebezpiecznych. Nacjonaliści uważali, że Krym i Donbas staną się zalążkiem Noworosji, jądrem, dookoła którego zbuduje się nową rosyjską państwowość, miejscem, w którym Rosja się odrodzi. Oczywiście, że wywołało to niechęć i represje ze strony władz.

Wydarzenia na Ukrainie początkowo wywołały szok na Zachodzie. Czy Rosji udało się go wykorzystać?

Niezupełnie. Gdyby Moskwa rzeczywiście dążyła do przywrócenia imperium, rosyjskie czołgi po kilku dniach stanęłyby u wrót Odessy i Kijowa. Nie jest żadną tajemnicą, że Zachód mniej lub bardziej spokojnie zignorowałby inwazję Moskwy na Ukrainę. Kreml bez większych kłopotów mógł przywrócić Janukowycza na stanowisko prezydenta, rozmieścić wojskowe bazy na Ukrainie – ale tego nie zrobił. Moskwa wolała zadowolić się niepotrzebną i krwawą jatką w Donbasie. Olbrzymi region pogrążył się w gospodarczej i socjalnej zapaści, kto może, ten z niego ucieka. Potrzeba lat, aby go odbudować i pomóc ludziom, którzy tam mieszkają.

Jak Pan widzi to, co się dzieje na Ukrainie? Czy będzie to niezależne, mocne zachodnie państwo, czy pogrąży się w korupcji?

W samodestrukcję Ukrainy nie wierzę, moim zdaniem podobna wizja to fikcja. Wydarzenia ostatnich dwóch lat scementowały i przyśpieszyły jedność ukraińskiego narodu – działania Rosji scaliły naród ukraiński. Ale nawet gdyby stosunki pomiędzy Moskwą a Kijowem zaczęły się ocieplać, będą to stosunki pragmatyczne, zbudowane na wspólnych interesach gospodarczych. Na poziomie kulturowo-historycznym Rosja będzie negatywnym przykładem dla narodu ukraińskiego.

Przyszłość Ukrainy znajduje się w rękach samych Ukraińców. Jeżeli uda im się stworzyć skuteczną elitę, to ten kraj czeka rozwój. Z czasem mogą osiągnąć np. poziom Polski lub Czech. Jeżeli taka elita się nie pojawi, to państwo pozostanie miejscem, gdzie zderzają się interesy Zachodu i Rosji. Powtórzę – szanse Ukraińcy mają. Na Ukrainie powstaje społeczność obywatelska, inicjatywy obywatelskie, toczy się intensywne życie polityczne – czyli to, czego teraz w Rosji nie ma.

Gra o Donbas i Krym skończyła się dla Rosji sankcjami oraz pogorszeniem stosunków dyplomatycznych z Zachodem. Czy da się znaleźć jakiś kompromis?

Tak, ale w Rosji musi się pojawić ktoś, kto rozpocznie dialog. Na pewno nie jest to Władimir Putin. Zresztą sam Putin nie wierzy w możliwość zgody z Zachodem.

A jak będą się układać relacje Władimira Putina z następnym prezydentem Stanów Zjednoczonych?

W Moskwie są przekonani, że Donald Trump jako prezydent USA jest lepszy dla Rosji niż Hillary Clinton. Na Kremlu nie wierzą, że z Trumpem da się dogadać, ale jako prezydenta wolą raczej jego. Dlaczego? Ponieważ Trump woli chaos, uderzy tu, zechce zrobić coś tam, powstanie luka, której na Kremlu nie omieszkają wykorzystać.

Kim dla Moskwy jest ustępujący prezydent USA Obama i jego administracja?

Rosja uważa, że i Obama, i jego administracja byli najsłabszą administracją Stanów Zjednoczonych od czasów II Wojny Światowej. Wszystkie decyzje, które podejmowano na Kremlu, opierały się właśnie na takiej ocenie sytuacji. Nasi politycy często żartują, że gdyby na miejscu Obamy znajdował się Bush młodszy, Rosja działałaby w zupełnie inny sposób.

Ostatnio w Rosji wiele się mówi o „wartościach duchowych”. Czym się różnią od wartości Zachodu?

Z kolei ja chciałbym spytać, co tak naprawdę łączy Rosjan? Wspólna kultura, język, wspólna waluta, nawyki społeczne? Tak naprawdę w Rosji jest wyjątkowo zła sytuacja z jednością narodu. Tak naprawdę naród rosyjski jest narodem zawziętych indywidualistów. W obecnej Rosji, mimo że w znacznej mierze jest ona krajem postchrześcijańskim, działa mnóstwo wyznań, kultów i sekt. Ludzie, którzy przekonują, że są prawosławnymi chrześcijanami, jednocześnie wierzą w reinkarnację dusz i korzystają z usług wróżek. Prawosławna Cerkiew jest największym i najbardziej wpływowym wyznaniem, ale ciągle musi walczyć, aby utrzymać prymat.

W Polsce i krajach bałtyckich politycy i wojskowi wiele mówią o rosyjskich ambicjach, o tym, że Kreml chciałby przywrócenia swoich wpływów w tych krajach.

Władze Rosji mogą marzyć sobie, o czym tylko chcą. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej niż marzenia. Zgadzam się, że wiosną 2014 roku na Kremlu mogło wydawać się, że najbardziej odważne marzenia będzie można zrealizować, jednak rozwój wydarzeń pokazał, że możliwości Moskwy są skromne i mocno ograniczone. Aneksja Krymu i wojna w Donbasie to wcale nie odrodzenie Związku Radzieckiego, to ostatnie tchnienie upadającego imperium. Mamy dobrze wyszkoloną armię, ale jej nie wystarczy nawet do prowadzenia dwóch czy trzech lokalnych konfliktów. Nasza armia wiosną 2014 roku mogłaby w ciągu dziesięciu dni pokonać kraje bałtyckie albo Polskę, ale nie mogłaby jednocześnie prowadzić wojskowych działań na Ukrainie. Nie mamy takich zasobów, ani technicznych, ani gospodarczych.

Zresztą sami Rosjanie jako naród nie chcą wskrzeszać imperium. Dlaczego? Ponieważ dla Rosjan imperium zawsze kojarzy się z potrzebą ofiar: materialnych, gospodarczych, ludzkich. W dzisiejszej Rosji nikt niczego nie chce ofiarowywać. Można oczywiście demonstrować radość, że Krym jest nasz, ale teraz, gdy trzeba płacić rachunek w postaci konfliktu z USA, ludzie są niezadowoleni. Coraz częściej słychać: „Po co nam był potrzebny Krym, jeżeli teraz…”.

Stosunek Rosjan do imperium dobrze było widać na początku lat 90., gdy upadł ZSRR. Gdyby Rosjanie chcieli zachować imperium, to żadna republika tak łatwo i spokojnie ze Związku Radzieckiego by nie odeszła. Zamieszki były jedynie na Litwie w Wilnie, gdzie rosyjscy żołnierze próbowali opanować wieżę telewizyjną, a podczas szturmu zginęło kilkanaście osób. Rosja zmierza nie ku imperium, a ku budowie pragmatycznego państwa opartego na narodzie rosyjskim – tak jak np. w Kanadzie czy Stanach Zjednoczonych państwo powstało na anglosaksońskich fundamentach.

Czyli ani kraje bałtyckie, ani Polska nie mają powodu bać się Rosji?

Rozmowy o groźnej i zaborczej Rosji w krajach bałtyckich i Polsce przypominają mi takie zjawisko jak bóle fantomowe. Bardzo dobrze rozumiem, co powoduje te bóle, tak samo jak rozumiem, dlaczego Rosjanie obawiają się Stanów Zjednoczonych. Jednak ten strach jest zupełnie bezpodstawny i nierealny. Jestem pewien, że natychmiast po zmianie elit w Rosji stosunki z krajami bałtyckimi oraz Polską będą coraz lepsze. Mamy wiele wspólnych interesów gospodarczych, na podstawie których można dobre stosunki odbudować.

W 2010 r. na terytorium Rosji doszło do katastrofy lotniczej, podczas której zginął prezydent Polski Lech Kaczyński. Obecne władze w Polsce nie wykluczają, że był to zamach i doszukują się rosyjskiego śladu. Jaka może być reakcja Moskwy, gdyby Warszawa oficjalnie oskarżyła Rosję o śmierć Lecha Kaczyńskiego i pozostałych 96 osób z prezydenckiego samolotu?

Jestem pewien, że Moskwa w tym przypadku kategorycznie i zdecydowanie odrzuci oskarżenia Warszawy. Bardzo dobrze wiem, że Rosja zrobiła wszystko, co tylko było w jej mocy, aby pomóc Polsce w śledztwie w sprawie katastrofy samolotu prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Gdyby doszło do takiego oskarżenia, polsko-rosyjskie stosunki jeszcze by się pogorszyły. W przyszłości, gdy będziemy rozmawiać i szukać kompromisu, byłoby o jedną trudną barierę więcej do pokonania.

Mówi Pan, że Rosja współpracowała z Polską w śledztwie w sprawie katastrofy smoleńskiej, ale cały czas jest niezałatwiona sprawa zwrotu wraku, po sześciu latach! Czyli jednak nie wszystko?

Z tego, co wiem, jest to zwykła międzynarodowa praktyka, że wrak samolotu pozostaje w tym kraju, w którym doszło do katastrofy. O ile mi wiadomo, polskie służby miały dostęp do wraku, który był przez nie sprawdzony od A do Z.

Jednak w Polsce wiele osób jest przekonanych, że za katastrofą stoi Rosja.

Ja bardzo dobrze pamiętam, jak zszokowani byli nasi politycy, gdy dowiedzieli się o katastrofie. Co do oskarżeń, że Rosja jest winna… Proponowałbym zadać pytanie: po co Kremlowi byłaby potrzebna ta katastrofa, jaką miałby z niej odnieść korzyść? Wiem z własnego doświadczenia z politykami, że pycha, głupota, chciwość o wiele częściej niż spisek w polityce się zdarzają. Ludzie budują skomplikowane teorie spiskowe, tymczasem wszystko jest znacznie prostsze.

***
Walerij Sołowiej – rosyjski politolog, publicysta, działacz i historyk, doktor nauk historycznych (odpowiednik polskiego stopnia doktora habilitowanego), profesor i wykładowca w katedrze public relations na jednej z elitarnych uczelni w Moskwie. Ukończył Wydział Historii na Moskiewskim Uniwersytecie im. Łomonosowa, pracował w Rosyjskiej Akademii Nauk i w Fundacji Gorbaczowa. W 2012 roku kierował zespołem, mającym założyć nową partię polityczną Nowa Siła, 6 października 2012 roku podczas założycielskiego forum partii Nowa Siła został wybrany na stanowisko przewodniczącego partii. Ministerstwo Sprawiedliwości Federacji Rosyjskiej nie zgodziło się na oficjalną rejestrację partii. W marcu 2016 roku podczas wywiadu Sołowiej oświadczył: „Partia została zamrożona, ponieważ grożono nam represjami”.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here