Nowa Awangarda Wileńska: zrujnować stereotypy literatury wileńskiej


To oni używają terminów naukowych do tworzenia poezji, to oni rujnują stereotypy literatury wileńskiej. Kim jest Nowa Awangarda Wileńska (NAW)? Na te i inne pytania odpowiadają uczestniczki grupy poetyckiej – Mirosława Bartoszeiwcz i Dominika Olicka.

Jakbyście przedstawiły Nową Awangardę Wileńską dla kogoś, kto po raz pierwszy  o was się dowiedział?

Mirosława Bartoszewicz (M.B.): Jest to grupa młodych osób, grupa poetycka…
Dominika Olicka (D.O.): …starająca się zrobić wszystko, aby młodzież publikowała wiersze, udowodniła, że poezja to nie jest zabytek z ubiegłego wieku i może być aktualna.

Jaka jest historia NAW, jak dołączyły pierwsze osoby?

M.B.: Powstała w 2011 r., przy Uniwersytecie Wileńskim. Grupa studentów postanowiła ją założyć.

Jak same dołączyłyście do NAW?

D.O.: Dołączyłam w 2013 r. Uczestniczyłam w konkursie, po którym spotkała się ze mną Marzena Mackojć, jedna z założycielek i liderek grupy, dała swoje kontakty i tak się wszystko rozpoczęło.
M.B.: Ja również zostałam zaproszona przez Marzenę. Brałam udział w projekcie „Dwa kraje – wspólna kultura i historia”. Wiersze przedstawiali poeci z Litwy oraz Białorusi. W projekcie uczestniczyło również kilka osób z Awangardy, które mnie tu zaprosiły.

Ile osób należy do NAW?

M.B.: Około ośmiu.

Jak często się zmienia skład grupy?

M.B.: Przed moim dołączeniem do Awangardy z grupy odeszło kilka osób. Później przyszli do nas tacy poeci, jak Krystyna Užėnaitė, Marzena Palewicz czy Dominika. Po tym skład się już nie zmieniał. To nie jest tak, że w grupie są stałe zmiany.
D.O.: Trudno jest znaleźć przedstawiciela grupy, który by stale pisał poezję.


Jak odkrywacie nowe talenty?
B.: Organizujemy filię konkursu w związku z Międzynarodowym Dniem Poezji, który się odbywa w Warszawie. Osoby w wieku do 40 lat przysyłają nam swoje wiersze, w konkursie uczestniczą również młode osoby. Mimo to, są również osoby ponad czterdziestkę, a biorą udział w konkursie.
D.O.: Jury konkursu czyta nadesłane wiersze i decyduje, kto jest wart nagrody i zaproszenia do grupy.

Czy członkowie NAW to wyłącznie młodzież?

M.B.: W większości jest to młodzież – uczniowie, studenci… Dominika do nas dołączyła będąc uczennicą.

Czym się zajmujecie poza tworzeniem poezji? Marzena i Agnieszka Mackojć wybrały zawód daleki od poezji, ukończyły fizykę oraz biologię, a wy?

D.O.: Studiuję indologię. Trudno powiedzieć, czy jest to bliskie poezji.
M.B.: Ukończyłam studia polonistyczne, pracuję bibliotekarką w Niemieżu. Tak, mój zawód trochę jest związany z literaturą oraz poezją.

Czy takie studia pomagają tworzyć lepszą poezję? Innymi słowy, czy prawdziwy poeta musi być polonistą?

M.B.: Nie. Przykłady Marzeny i Agnieszki są najlepszym dowodem. Studia polonistyczne nie są gwarancją tego, że po ich ukończeniu człowiek stanie się dobrym poetą i poetą w ogóle.
D.O.: Tak, znać język to jedno, a potrafić go użyć tak, aby powstał dobry wiersz, to jest coś całkiem innego.

Jeden z członków Awangardy, Daniel Krajczyński, powiedział, że nazwa grupy oznacza, iż „NAW ma bardziej nowatorskie podejście do poezji.” Czy się zgadzacie z tym stwierdzeniem? Jak się przejawia ta nowatorskość?

M.B.: Tak, zgadzamy się. Na problemy, które absorbowały uwagę starszego pokolenie poetów, reagujemy inaczej, staramy się o nich mówić tak z innej strony.
D.O.: Sądzę, że ta nowatorskość bardziej jest widoczna u Marzeny i Agnieszki, bo tworzą zupełnie inną poezję. Np., Marzena pisze wiersze na naukowe tematy. W czasie czytania można się dziwić, że się da tworzyć poezję o czymś takim, ale okazuje się, że tak.

Pochwalcie się waszymi największymi sukcesami literackimi.

M.B.: Dominika jest dwukrotną laureatką Międzynarodowego Dnia Poezji, zajęła I miejsce, otrzymała również wyróżnienie. Sama miałam wyróżnienie w tym konkursie, podobnie jak i w „Dzwonie Lubelskim”, który się odbył w Polsce. Sądzę jednak, że moim największym zwycięstwem jest to, że nas w ogóle drukują, zostałyśmy zauważone. Na swoim koncie mamy już niejedną antologię.

D.O.: Moje wiersze się pojawiły już w pięciu antologiach. Debiutowałam w wieku 18 lat, co dla mnie było ogromnym osiągnięciem.

Wiersze Marzeny były tłumaczone nawet na język bułgarski…

M.B.: …też rosyjski, rumuński…

Czy wasze wiersze są tłumaczone?

M.B.: Na razie tłumaczymy same.
D.O.: Znając pięć języków, można je samemu pięknie przetłumaczyć, znając, jak chcesz widzieć ten wiersz w innym języku.
M.B.: Niedawno brałyśmy udział w spotkaniach, prowadzonych przez Apolonię Skakowską. W czasie tych spotkań Dominika nawiązała kontakt z poetką z Polski, tłumaczyłyśmy jej wiersze.

Jak zaczęłyście tworzyć poezję?

D.O.: Zaczęłam pisać wiersze w wieku 11 lat. Jedną z przyczyn było to, że miałam w domu wiele tomów poezji dziecięcej. Zawsze się zastanawiałam nad tym, jak ludzie potrafią napisać tekst, który się rymuje i jednocześnie ma sens. Czytając taką poezję, postanowiłam sama spróbować coś stworzyć. Oczywiście, pierwsze wiersze były śmieszne, bardzo dziecinne, ale po jakimś czasie zaczęłam pisać lepiej.
M.B.: Ze mną było tak, że w mojej klasie się uczył chłopak, który pisał wiersze, czytał je nam i po jakimś zastanowiłam się, dlaczego sama nie mogłabym spróbować. Pierwsze moje utwory były humorystyczne, niestety chyba się nie zachowały.

Czy macie jakieś specjalny czas, gdy przychodzi do was muza i piszecie wiersze? Czy przeciwnie czasami trzeba zmuszać się do pisania?

D.O.: Pisałam przez siłę będąc nastolatką. Czasami musiałam coś napisać z okazji jakiegoś święta w szkole, ale trudno szło. Moja mama zawsze mi mówiła, że muszę pisać, bo inaczej zgubię swój talent. Pisanie w takich warunkach było trochę stresujące. Po jakimś czasie zrozumiałam, że talentu nie zgubię, bo jeżeli go mam, to on nie zniknie. Piszę wtedy, gdy przychodzi do mnie natchnienie. Bardzo często do głowy przychodzi jakiś fragment, koncept wiersza, który zapisuję. Gdy mam dobry nastrój, szukam w brudnopisie, co zapisałam.

Gdy tworzę, czasami piję relaksującą herbatę, ale na pewno nie zawsze. Ostatnio natchnienie przychodziło do mnie w czasie wykładów. Wychodzi tak, że zamiast tego, abym słuchała wykładu, siedzę i piszę wiersze. Najczęściej tak się działo, gdy zajęcia były nieciekawe, np., z sanskrytu.

Czasami natchnienie przychodzi tak nieoczekiwanie, że po prostu siadasz i piszesz. Nie ma wtedy czasu na żadne rytuały.
M.B.: Napisałam przez siłę kilka wierszy, ale zauważyłam, że nie jestem z nich zadowolona. Mimo to, siły do tworzenia nowych w takim wypadku się wyczerpują. Skończyło się na tym, że w ciągu długiego okresu w ogóle nie potrafiłam nic napisać. Dlatego piszę wtedy, gdy do głowy przychodzi jakiś pomysł. Czasami się udaje stworzyć wiersz w całości, w niektórych wypadkach fragment. Do niektórych wracam i dopisuję, są jednak i niedokończone.  Pisałam wiersze w przeróżnych sytuacjach: mogę jechać autobusem, iść spać, pomysł może przyjść w czasie rozmowy, po przeczytaniu książki. W ostatnim wypadku stworzyłam nawet dwa wiersze, po rozmowie z siostrą też pisałam.


Czy współpracujecie z litewskimi poetami? Marzena uczestniczyła w „Poezijos pavasaris”…

D.O.: Próbowałam uczestniczyć w konkursie, organizowanym przez filologów Uniwersytetu Wileńskiego, ale się nie udało. Być może dlatego, że zostawiłam podpis pod wierszami, mówiący o tam, że były tłumaczone i komisja uznała, że wysyłam cudze wiersze. Z poetami jeszcze nie współpracowałam.
M.B.: Abyśmy mogli współpracować, musielibyśmy albo sami pisać po litewsku, albo oni po polsku. Z czasów szkolnych mam dwa wiersze w języku litewskim. Nie są tak dobre, aby je przedstawiać szerszej publiczności. Piszę też wiersze w języku rosyjskim. Starałam się je wysłać na tegoroczny konkurs poetycki w Białorusi, ale nic z tego nie wyszło. Wysyłając bowiem wiersze do Polski, komisja je ocenia i dopiero wtedy powiadamia autora, czy został wyróżniony. W wypadku Białorusi, jest etap zaoczny, do głównego etapu można nie trafić. Jeżeli się trafia, musisz sam do nich przyjechać, ale transport, zakwaterowanie, wizę i podobne wydatki masz opłacić sam, a nawet nie wiesz, czy z tego coś wyjdzie.

Czytacie poetów litewskich?

D.O.: Interesuję się poezją w ogóle, jak litewską, tak i rosyjską czy polską. Wiersze w każdym języku są wierszami.
M.B.: Bardziej się interesuję poezją rosyjską i polską. Chociaż litewskich twórców też cenię.

Jacy to poeci?

M.B.: Ze współczesnych – Dalia Teišerskytė, co innym chyba będzie wyglądało dziwne. Podoba mi się również Anna Achmatowa. Lubię Wisławę Szymborską, ks. Jana Twardowskiego, z wileńskich bardzo cenię Romualda Mieczkowskiego, Aleksandra Śnieżko.
D.O.: Salomėja Nėris. „Diemedžiu žydėsiu” – genialny wiersz. Z rosyjskich – Aleksander Puszkin i Marina Cwietajewa. Z polskich – Wisława Szymborska. Lubię poczytać Marzenę Maćkojt. Zachwyca mnie to, jak ona używa terminologii naukowej. Czasami czytam i nie rozumiem, co ten termin oznacza, ale to brzmi bardzo ciekawie. Być może dlatego, że w szkole jesteśmy przyzwyczajani do poezji klasycznej, gdzie wszystko ładnie dźwięczy, ale czasami jest takie suche, puste.


Organizujecie spotkania z uczniami w polskich szkołach. Jak one wyglądają?

D.O.: Byłam na dwóch spotkaniach. Szykujemy własny program i szkoła też coś organizuje. Najczęściej spotkanie się rozpoczyna naszym występem. W Gimnazjum im. Ferdynanda Ruszczyca w Rudominie stawiliśmy świece jako dekoracje, pokazaliśmy przedstawienie, czytaliśmy wiersze. Uczniowie też przedstawiali swoje wiersze, ale takich osób było mało, bo nie każdy się odważy. Był też konkurs, którego zwycięzca deklamował poezję. W Gimnazjum im. Konstantego Parczewskiego w Niemenczynie byliśmy raczej gośćmi. Deklamowaliśmy własne wiersze, ale większą część imprezy zaprezentowali sami uczniowie: śpiewali, recytowali poezję, a sami opowiadaliśmy, kim jesteśmy, zaprezentowaliśmy własną twórczość. Rzadko uczniów klas 8-10 (a z takimi się spotykamy) można zaciekawić poezją.

M.B.: Nauczyciele się starają zaprosić tych, którzy się tym ciekawią czy, być może, sami tworzą poezję, ale są zbyt nieśmiali, aby ją pokazać. Celem naszych spotkań jest popularyzacja poezji, awangardy, naszej działalności.

Organizujecie też wieczory poetyckie. Kto na nie przychodzi?

M.B.: Przychodzą osoby w bardzo różnym wieku. Należy brać pod uwagę to, że w tych imprezach uczestniczy nie tylko NAW, ale i poeci starszego pokolenia, tacy jak p. Sokołowski, p. Śnieżko.


Jest taki stereotyp, że poeta wileński pisze tylko o Wilnie, Ostrej Bramie i tęsknocie do Polski itd. Czy udaje się wam zmienić takie pojęcie?

D.O.: Nie mam ani jednego wiersza o Wilnie. Po prostu nie pisze mi się o tym, ale być może, kiedykolwiek… To, że twórca pochodzi z Wilna, nie oznacza, że musi o nim pisać.

M.B.: Mam kilka wierszy o Wilnie. Napisałam też wiersz o Miłoszu.

D.O.: Sądzę, że to zależy od stylu samego poety, czy pisze patriotyczne czy egzystencjalne wiersze. Jeżeli patriotyczne, to tak, może tworzyć o Ojczyźnie, o Polsce. Człowiek, który się tym nie interesuje, nie będzie pisał o tym.

M.B.: Byłam we Wrocławiu i Krakowie. Powiem tak – o Wrocławie mam kilka wierszy, a o Krakowie ani jednego. Wrocław jest bardzo ciepłym miastem, jak pogodowo, tak i pod względem ludzi. To bardzo kolorowe miejsce. Mam tam bardzo dużo przyjaciół, z którymi ciągle się kontaktuję. Są również małe ojczyzny, np., jakaś wieś (sama napisałam kilka wierszy o swojej wsi).

Ewelina Knutowicz

Fot. archiwum NAW

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here